Warren Buffett powiedział kiedyś: „Nie ma znaczenia, jak mocno wiosłujesz, jeśli siedzisz w złej łodzi”. I choć mówił o inwestowaniu, to trudno mi nie widzieć w tym zdaniu głębokiej prawdy o naszej codzienności przemysłowej – Pracy, rekrutacji i postanowieniach noworocznych. Bo właśnie pod koniec roku wielu z nas zaczyna się rozglądać za nową „łódką”. Jedni chcą odpłynąć od szefa, inni od korporacji, jeszcze inni od aktualnej wersji siebie.
Autor: Bartłomiej Kotlarski
Są takie chwile w karierze, gdy czujesz się jak wszechwiedzący prorok. Jedną z nich jest dzień, w którym Twój roczny budżet zostaje zatwierdzony. Pamiętam ten dreszcz emocji, gdy na rozmowach rekrutacyjnych wybrzmiewało z moich ust: „Pracuję na budżetach”. Brzmiało to dumnie, jakbyśmy byli nie tyle planistami, ile kapłanami finansowego ładu. A co dopiero w firmie produkcyjnej, gdzie każde zero i każdy przecinek mają swoje miejsce.
Podczas ostatniego Kongresu Szefów Produkcji, który miał miejsce w urokliwym Zamku Królewskim w Niepołomicach, miałem niecodzienną okazję uczestniczyć w interaktywnej sesji, która na długo zapadnie mi w pamięć. Było to spotkanie dwóch światów: ludzi z krwi i kości, liderów produkcji z realnym doświadczeniem, i sztucznej inteligencji, która miała za zadanie przeanalizować ten sam case study. Dokładnie ten sam przypadek dotyczący jakże codziennych problemów menedżerów produkcji. Tematem była sytuacja dobrze znana każdemu szefowi produkcji: jak poradzić sobie z brakami kadrowymi i jednocześnie dowieźć wynik? Ten tekst to opowieść o tym, jak ludzie – mimo wszystkich ograniczeń – nadal potrafią coś, czego sztuczna inteligencja nigdy nie będzie umiała: dostrzegać emocje, budować relacje i podejmować decyzje z empatią.
Wchodzisz na halę. Słychać maszyny, światło miga, wózek przejeżdża niebezpiecznie blisko palców. Normalny dzień w pracy. Jednak to nie maszyny są dziś najbardziej rozgrzane – tylko Ty i prawdopodobnie za chwilę Twój zespół. Plan napięty, zamówienie opóźnione, a ktoś z utrzymania ruchu znów zniknął w tajemniczych okolicznościach dokładnie wtedy, gdy był najbardziej potrzebny przy maszynach. Produkcja, jak zwykle, jedzie na oparach – a Ty, menedżer tej całej operacji, resztkami sił powstrzymujesz się przed eksplozją.
Gdy w firmie pojawia się hasło „Wdrażamy ISO 9001!”, reakcje są różne. Dział jakości się cieszy (bo będą mieli haki na produkcję), inżynierowie wzruszają ramionami („znowu coś wymyślili”), a produkcja... no cóż, produkcja od razu pyta: „Ale to oznacza, że teraz trzeba będzie robić więcej papierów?”.