Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja szef

12 maja 2022

NR 68 (Kwiecień 2022)

Automatyzacja lekiem na niedobory kadrowe

0 15

W dobie pandemii koronawirusa poszukiwanie leku i szczepionki było (lub nadal jest) pierwszą potrzebą. Ta sytuacja spowodowała także, że musieliśmy zweryfikować, jak należy prowadzić w takich sytuacjach nasze zakłady produkcyjne. #zostań_w_domu spowodowało, że potrzeba automatyzowania procesów produkcyjnych, a w zasadzie wszelkich procesów, stała się także pierwszą potrzebą naszych zakładów, przedsiębiorstw czy firm.

Dodatkowo sytuacja z ostatnich tygodni związana z wojną zmieniła w naszych głowach podejście do szkolenia pracowników. Szczególnie firmy działające na Ukrainie musiały zweryfikować swoje „zasoby ludzkie”, możliwość i konieczność zmiany funkcjonowania. Podobnie i sytuacja w naszym kraju powoduje, że ogromna liczba uchodźców wojennych – przybyłych do Polski, lecz nieprzeszkolonych i nienauczonych pewnego rodzaju pracy – poszukuje zajęcia i może wypełnić lukę, jaka istnieje w naszych firmach. Tutaj też automatyzacja przychodzi z odpowiedzią na potrzebę natychmiastowego przeszkolenia rzeszy chętnych i gotowych do pracy osób. 
Rozpatrując te dwie sytuacje: potrzebę poprawiania naszych procesów i ich efektywności, warto spojrzeć na szanse, jakie daje w tych sytuacjach automatyzacja procesów produkcyjnych.

POLECAMY

Czym jest automatyzacja?

Zgodnie z definicją – automatyzacja (od gr. automatos, czyli samoczynny) „jest to proces polegający na odciążeniu bądź całkowitemu ograniczeniu ludzkiej pracy fizycznej, jak również umysłowej przy użyciu maszyn i urządzeń, które wykonują powtarzające się czynności w sposób automatyczny. […] Proces ten jest możliwy tylko przy zastosowaniu nowoczesnych rozwiązań z szeroko pojętej dziedziny automatyki przemysłowej, która nieustannie się rozwija”1, lub innymi słowy: „automatyzacja jest procesem przemysłowym, gdzie wszelkie możliwe operacje, które są wykonywane, przekształca się z procesu ręcznego na zautomatyzowany lub zmechanizowany”2. 
Dziś, w sytuacji, gdy ludzki organizm okazał się mało odporny na pewien rodzaj wirusa (a w przyszłości może pojawić się cała masa takich wirusów), chcąc zabezpieczyć się przed ponowną sytuacją, w której musimy „pozostać w domu”, całkowite ograniczenie ludzkiej pracy fizycznej (czyli po prostu zastąpienie człowieka przy takiej pracy rozwiązaniem automatycznym) wydaje się już nie scenariuszem filmu science-fiction, a po prostu koniecznością i – za chwilę – codziennością. Oczywiście nie wydarzy się to z dnia na dzień, dlatego druga sytuacja, czyli proces wspomagający uczenie osób nieprzeszkolonych w celu odciążania człowieka od pewnych czynności z procesu „ręcznego” w „zautomatyzowany”, znów staje się koniecznością i to rzeczywiście, a nie przysłowiowo – dzisiaj. Myśląc więc o procesach fizycznych, warto zauważyć, że pewnego rodzaju automatyzacją jest także ułatwienie dokonywania wyboru przez pracownika lub intuicyjne wspomaganie go w wykonywaniu pewnych czynności, tak by laik był w stanie wykonać pracę specjalisty. Takie spojrzenie na ten temat wydaje się krokiem w kierunku pełnej automatyzacji i zastąpieniu człowieka w czynnościach powtarzalnych.

TWI

W takim kontekście watro przyjrzeć się „wynalazkowi” powstałemu w obszarach produkcyjnych w trakcie II wojny światowej. Training Within Industry – szkolenie w trakcie wytwarzania w przemyśle, powstało przez określenie potrzeby jak najszybszego przeszkolenia pracowników nieznających pracy w przemyśle. Założenia, jakie przyświecały twórcom TWI, to:

  • umiejętność instruowania pracowników,
  • umiejętność doskonalenia metod pracy (Kaizen),
  • umiejętność budowy dobrych relacji z pracownikami (określana czasem jako umiejętność przywództwa).

Obecnie okazuje się, że są one jak najbardziej aktualne i że te potrzeby można zautomatyzować. 
Przygotować proste instrukcje lub zestawy wykorzystujące VR lub AR, proste filmy instruktażowe na YT, Lifehacki, czy wreszcie instrukcje dostępne z naszego telefonu – to automatyzacja procesu uczenia pracowników. 
Poszukiwanie udoskonaleń, przy użyciu odpowiednich rozwiązań takich jak e-Lean podczas aktywności pracowniczej, zliczanie kroków, automatyczny diagram spaghetti tworzony na podstawie modułów GPS w naszych telefonach, fotografie czy filmy tworzone „z ręki” przez operatora – to już norma w naszych zakładach. 
Odpowiednie metody motywacyjne (znów odnoszę się do programu e-Lean) i budowanie relacji z pracownikami dzięki odpowiednim motywacjom, nagrodom i wsparciu, powodują, że nasze procesy uczenia i odciążania pracowników wydają się na wyciągnięcie ręki. Wiele firm, jak choćby moja – TN international, zgodnie z metodą cyklu PDCA zaczyna wdrażać takie rozwiązania i doskonali procesy, starając się znaleźć dla siebie optymalne i pasujące do danego przemysłu rozwiązanie, wykorzystując dzisiejsze szanse i eliminując zagrożenia.

Osoby, kadry, zasoby ludzkie, pracownicy – czyli #I_believe_in_people

W całym procesie automatyzacji pewnym etapem z pewnością jest ewolucyjne przechodzenie z szeroko rozumianej pracy fizycznej do w pełni zautomatyzowanych procesów. Bardzo ważne na tym etapie jest spojrzenie na pracownika i na wartość, jaką daje on firmie. Nie jest on już tylko „parą rąk” do pracy czy analitykiem do weryfikowania tabelek, czy też nawet dyrektorem do zarządzania. Pracownik z jednej strony jest elementem organizmu, jakim jest firma produkcyjna. Z drugiej strony – bez osobowości, charakteru, motywacji czy też współpracy – nie istnieje firma, organizacja, zakład produkcyjny. Często w swojej karierze słyszałem, a także sam powtarzam, że organizacje tworzą ludzie. To dzięki nam jako osobom (a nie zasobom) powstaje klimat twórczy, chce się nam chcieć, bo się lubimy, bo walczymy o lepsze, czasami między sobą, bo nam zależy, bo wzajemnie się motywujemy i wspieramy. Te cechy ludzkie są dziś poza możliwościami systemów automatyzacji. 
O ile można lepiej wykonać pewne powtarzalne czynności, można ułożyć czynności w odpowiednie, optymalne dla procesu sekwencje, można zautomatyzować proces planowania tych sekwencji, analizy danych tych sekwencji do dalszej optymalizacji i automatyzacji, to pozostaje element, którego automaty nie mają. Możemy nazwać to duszą organizacji. Pracownicy, którzy tworzą organizację, od szeregowych pracowników produkcji przez kierownictwo na zarządzie kończąc, sprawiają, że firma ma swój charakter. 
Dzięki zaangażowaniu ludzi, emocjom, które są wkładane w każdy produkowany element, my – znów ludzie – wybieramy dane produkty. To my – ludzie – wybieramy pracę w danym zakładzie, a otoczenie, tj. gminy czy powiaty, zabiegają o współpracę z daną marką, koncernem czy zakładem. 
Wpisuje się to także w koncepcję encykliki papieskiej Laborem exercens, gdzie jasno jest powiedziane, że to człowiek jest istotą procesu wytwórczego, bo przecież po to tworzymy dobra, by ludzie mogli z nich korzystać.

Automaty zamiast ludzi

Kiedy dyskutuję na te tematy z ludźmi z mojego otoczenia, często słyszę strach i pytania, czy to już teraz nadchodzą czasy skynetu i terminatorów. Czy faktycznie jesteśmy tylko „bateryjkami” z filmu Matrix? 
Nawiązując do tego filmu – ostatnia jego odsłona daje mi trochę argumentów i obrazów, jak może to wyglądać rzeczywiście w niedalekiej przyszłości. Przyszłości, w której nasz świat wespół z robotami, które „myślą”, tworzy „lepsze jutro” dla wszystkich. 
Koncepcja wojny w XXI wieku jest już czystym szaleństwem, które niestety obserwujemy w ostatnich dniach. Po co więc nam walczyć z maszynami i dlaczego myślimy takimi kategoriami? Nie tworzymy przecież tego 7. królestwa wg koncepcji klasyfikacji organizmów, by z nim walczyć, ani po to, by nas całkowicie zastąpiły. Chcemy żyć w symbiozie i jest to element niezbędny, by móc tracić naszą energię w innych obszarach – nie na wojnie. 
Budowanie, kreatywność, sz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 numerów czasopisma "Menedżer Produkcji"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dodatkowe dokumenty do pobrania i samodzielnej edycji
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy