Followership. Brakujące ogniwo przywództwa

PLAN (P)

W biznesie dużo mówimy o sile liderów: to oni odpowiadają za wynik, jakość i bezpieczeństwo. Tymczasem coraz częściej rozjeżdża się rola pracowników w tej układance. Gdy firmy mówią „brakuje nam zaangażowania”, w domyślnych rozwiązaniach najczęściej padają podwyżki albo kolejne szkolenia menedżerskie. Problem jest głębszy: spada poczucie wpływu i odpowiedzialności po stronie zespołów – a tego nie naprawi jednorazowy wzrost płac. Globalnie około 62% ludzi deklaruje brak zaangażowania, a według najnowszego badania Gallupa – w Polsce pełne zaangażowanie sięga zaledwie 8–10%. W takim kontekście rośnie znaczenie followershipu – aktywnej, odpowiedzialnej postawy pracowników, którzy współtworzą sposób działania zespołu.

Followership w praktyce

Followership brzmi obco, bo w polszczyźnie najbliżej mu do „podążania”, a to słowo bywa kojarzone z biernością. W nowoczesnym ujęciu chodzi jednak o współpodążanie: świadomy udział pracowników w osiąganiu celów, inicjatywę „od dołu” i współodpowiedzialność za standardy. To nie jest ładny anglicyzm do prezentacji, lecz nazwanie po imieniu zjawiska, bez którego trudno dziś utrzymać jakość, bezpieczeństwo i stabilność operacyjną. Obcość słowa bywa pułapką – odruchowo traktujemy koncepcję jak import, który „nie przystaje do naszych realiów”. Tymczasem mówimy o tym samym, co intuicyjnie czują doświadczeni kierownicy zmian: na sukces wpływa nie tylko charyzma lidera, ale i to, jak bardzo zespół czuje się współodpowiedzialny za standard pracy.
W polskim kontekście opór bywa kulturowy. Dziedzictwo autorytarnej, hierarchicznej logiki zarządzania jest wciąż widoczne: „dobry pracownik nie zadaje pytań”. Tyle że realia gry się zmieniły. Aktualnie wszędzie, w każdej dziedzinie rośnie liczba informacji, zmiennych i decyzji, które trzeba podjąć „po drodze”. Jeśli w takich warunkach ograniczamy odpowiedzialność zespołu do „posłuszeństwa”, to nie trzeba długo czekać, aż staniemy się hamulcowym, wąskim gardłem. Followership to odczarowanie roli pracownika: nie wykonawca, tylko partner operacyjny, który w ramach jasno opisanych granic ma prawo i obowiązek mówić, czego potrzebuje on sam oraz proces.

REKLAMA

Skąd to się wzięło?

W wielu polskich firmach nadal panuje – za profesorem Jackiem Santorskim – tzw. folwarczny styl zarządzania: posłuszeństwo i hierarchia, lojalność osobista, brak zaufania i kultura lęku. W dużym skrócie: jest szef, który ma rację, i pracownik, który ma słuchać i wykonywać polecenia. Ten – ugruntowany jeszcze w epoce industrialnej – styl pracy dominował przez większość XX wieku, nie tylko w Polsce. Wiedza i decyzje były wysoko, a pracownik miał przede wszystkim wykonywać.
W latach 80. XX wieku Robert E. Kelley opisał pięć rodzajów pracowników – od najbardziej pasywnego do aktywnego. Pokazał, że wzorcowy follower (czyli pracownik) to nie konformista, tylko aktywny współtwórca, który łączy krytyczne myślenie i aktywne zaangażowanie. W latach 90. XX wieku Ira...

Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 numerów czasopisma "Menedżer Produkcji"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dodatkowe dokumenty do pobrania i samodzielnej edycji
  • ...i wiele więcej!

Przypisy