Dołącz do czytelników
Brak wyników

Okiem inspektora

3 lipca 2020

NR 57 (Czerwiec 2020)

Sytuacja ekonomiczna w Polsce i na świecie. Czego należy oczekiwać po pandemii?

45

Mamy obecnie do czynienia nie z jednym, ale z trzema kryzysami naraz. Przede wszystkim stoimy przed potężnym kryzysem epidemiologicznym, którego potencjalnej skali nie jesteśmy jeszcze w stanie oszacować. Nie wiemy nawet, ilu ludzi choruje obecnie w Polsce (wiemy tylko, ilu chorych znalazło się wśród przetestowanych na obecność koronawirusa). Nie wiemy, jakiej liczby mamy się spodziewać, jaki będzie dalszy przebieg pandemii, kiedy nastąpi jej szczyt, czy po czasowym uspokojeniu się nie przyjdą kolejne fale zachorowań (np. jesienią). 
Równolegle do kryzysu epidemiologicznego trwa i rozwija się kryzys w systemie opieki zdrowotnej. Są niestety dowody, że w wielu krajach system ten po prostu się załamał i nie był w stanie objąć odpowiednią opieką wszystkich, którzy takiej opieki potrzebują. Polska ochrona zdrowia jak na razie jakoś sobie radzi, ale wiemy, jak bardzo jest niefinansowana, więc mamy powody bać się tego, co będzie za kilka tygodni. 
Dołącza się do tego rysujący się już obecnie silny kryzys gospodarczy. Kryzys ten początkowo związany był głównie z dwoma zjawiskami: wymuszonymi przez działania epidemiologiczne bezpośrednimi ograniczeniami aktywności gospodarczej wielu branż, tzw. lockdownem, a także zerwanymi łańcuchami dostaw (czyli ograniczeniami produkcji wynikającymi z faktu, że np. europejskie fabryki nie posiadają komponentów do produkcji pochodzących z Chin). Nie ma jednak wątpliwości, że to dopiero początek. Póki co problemy spowodowane są głównie ograniczeniami po stronie podażowej. Niedługo jednak gospodarka zetknie się z „normalnymi” zjawiskami kryzysowymi, a przede wszystkim z potężnym ograniczeniem popytu rynkowego, wynikającym z ograniczenia dochodów ogromnej części ludzi i firm. 
W dziedzinie gospodarczej kilka rzeczy jest jasne, ale wiele pozostaje niewiadome. Wiemy, że spadła produkcja, ale nie wiemy, jak długo utrzymają się ograniczenia narzucone przez walkę z pandemią – czy chodzi o tygodnie, czy miesiące, a może (choć to dziś niemal niewyobrażalne) lata. Nie wiemy, jak głęboki będzie spadek produkcji i dochodów w różnych krajach i obszarach świata. Nie wiemy ani tego, w jak silnym stopniu jedne gospodarki będą zarażać się od innych, ani tego, czy poszczególne kraje nie sięgną po narzędzia protekcjonizmu w nadziei, że samemu łatwiej będzie walczyć z kryzysem niż razem. Nie wiemy, w którym momencie potężna recesja może wywołać również silny kryzys finansowy – i w jaki sposób kryzys ten dotknąłby różne kraje. I wreszcie nie wiemy tego, jakie będą konsekwencje interwencji rządów i banków centralnych w funkcjonowanie gospodarek, choć już dziś można przewidywać, że będą to działania bezprecedensowej skali, przy których zbledną szybko interwencje związane z kryzysem finansowym z lat 2008–2009.

POLECAMY

Czego więc możemy się spodziewać?

Po pierwsze, wiemy mniej więcej jak kosztowny jest lockdown. Choć brak jeszcze precyzyjnych danych, szacuje się, że w prowincji Heibei w Chinach, gdzie zamrożenie gospodarki było silniejsze niż gdziekolwiek indziej, PKB spadł w ciągu pierwszego kwartału o niemal 40%, a w całych Chinach (gdzie z kolei większość kraju nie była dotknięta restrykcjami) o 7%. Większość ekonomistów ocenia, że w większości krajów – w tym i w Polsce – lockdown powoduje spadek wytwarzanego w ciągu miesiąca PKB o około 20–25%. Strat tych nie da się w tym roku odrobić, więc jeśli zamknięcie gospodarki przeciągnie się do trzech miesięcy, wygląda na to, że już z tego powodu nasz roczny PKB będzie niższy o 4–5%.
Praktyczny wniosek jest jasny. Lockdown musi być tak radykalny, jak tylko jest to niezbędne dla wypłaszczenia krzywej zachorowań. Ale lockdown jest jednocześnie tak przerażająco kosztowny z gospodarczego punktu widzenia, że powinien trwać tylko tak krótko, jak jest to absolutnie konieczne. 
Niestety, lockdown to nie wszystko. Jego koniec nie jest nawet oznaką opanowania epidemii – możliwe, że po odmrożeniu gospodarki, a jeszcze bardziej prawdopodobne że jesienią, liczba chorych znów wzrośnie. Z gospodarczego punktu widzenia ważne jest natomiast to, że po lockdownie wcale nie wrócimy do sytuacji przedkryzysowej, ale wejdziemy w silną, wielomiesięczną recesję. Ograniczenie wydatków konsumentów związane ze wzrostem bezrobocia i spadkiem dochodów, w połączeniu z gwałtownym pogorszeniem nastrojów firm prowadzącym do silnego spadku inwestycji, a także spadkiem eksportu, oznaczać będzie wystąpienie potężnego szoku popytowego – najprawdopodobniej porównywalnego z tym, który uderzył w gospodarki krajów zachodnich w roku 2009 albo nawet jeszcze silniejszego.
O ile więc łącznie spadnie w roku 2020 polski PKB? Tego jeszcze nie wiemy. Zależy to od siły szoku popytowego, ale również od tego, jak na ten szok zareaguje rząd. Wiadomo już, że nastąpi ogromny wzrost deficytu budżetowego, być może nawet do 7–9% PKB. To oczywiście polityka ryzykowna, bo długi trzeba będzie kiedyś spłacać. Ale z drugiej strony takie zwiększenie deficytu to dziś jedyny sposób na zmniejszenie skali recesji, która zapewne i tak oznaczać będzie spadek PKB o 6–8% oraz ochrona przed upadkiem dziesiątek tysięcy firm i uratowanie setek tysięcy miejsc pracy. 
O jaki wzrost bezrobocia może w Polsce chodzić? Oczywiście nie wiemy, zwłaszcza że nie wiemy, na ile skuteczne okażą się programy walki z jego wzrostem wdrożone przez państwo. Póki co powinniśmy uważnie przyjrzeć się temu, co dzieje się w USA. Obowiązujące tam niezwykle liberalne zasady zatrudniania i zwalniania pracowników powodują, że amerykański rynek pracy je...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 numerów czasopisma "Menedżer Produkcji"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Dodatkowe dokumenty do pobrania i samodzielnej edycji
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy