Studia podyplomowe z zarządzania – co zyskuje menedżer produkcji, który wraca na uczelnię?

Aktualności

Powrót do nauki po czterdziestce brzmi dla wielu kierowników jak niepotrzebny obowiązek. Skoro od lat skutecznie gaszą pożary na liniach produkcyjnych, po co im akademickie teorie? Problem polega na tym, że nowoczesny przemysł wymaga czegoś więcej niż tylko szybkiego reagowania na awarie. Praktyczne studia podyplomowe z zarządzania dają szansę na zdobycie kompetencji z zakresu finansów i optymalizacji, których po prostu nie da się wypracować wyłącznie podczas codziennych dyżurów.

Kiedy intuicja potrzebuje argumentów

Doświadczony menedżer produkcji z reguły zna odpowiedzi na wiele pytań operacyjnych. Problem pojawia się, gdy trzeba te odpowiedzi uzasadnić przed zarządem, zaprezentować inwestorowi albo wdrożyć w zupełnie nowym środowisku. Tam, gdzie intuicja mówi „tak robimy", formalna wiedza zarządcza pozwala powiedzieć „tak robimy, bo dane z analizy kosztów wskazują, że to optymalny model".

REKLAMA

Studia z zarządzania dają przede wszystkim wspólny język z działem finansów, z działem HR, z zarządem. Gdy specjalista od procesów produkcyjnych zaczyna posługiwać się pojęciami z zakresu rachunkowości zarządczej czy strategii operacyjnej, jego argumenty trudniej zbagatelizować. Zarządzanie projektami, metodyki lean, optymalizacja łańcucha dostaw – te obszary dają się usystematyzować, a menedżer, który pracuje z nimi latami intuicyjnie, po solidnym programie akademickim zaczyna widzieć własne decyzje w nowym świetle.

Czego nie da się wypracować przy linii produkcyjnej

Zakłady produkcyjne zmagają się dziś z presją automatyzacji, niedoborem wykwalifikowanych pracowników i wymaganiami dotyczącymi zrównoważonego łańcucha dostaw. Menedżerowie, którzy chcą nie tylko zarządzać tym, co mają, ale też kształtować kierunek zmian, potrzebują kompetencji, których hala produkcyjna po prostu nie nauczy. W programie studiów podyplomowych z zarządzania znajdą m.in.:

  • projektowanie struktur organizacyjnych i zarządzanie zmianą w dużych zespołach,
  • podstawy finansów korporacyjnych i rachunkowości zarządczej,
  • prawo pracy i kontrakty z dostawcami w praktyce,
  • analiza danych produkcyjnych i systemy klasy MES i ERP,
  • negocjacje i komunikacja z interesariuszami na poziomie strategicznym.

Na dobrym programie każdy z tych obszarów jest osadzony w realiach, nie w teorii odciętej od warsztatu. Istotna jest też sieć kontaktów – studia skupiają ludzi z różnych branż i szczebli zarządzania. Menedżer produkcji z zakładu motoryzacyjnego siedzi przy jednym stole z kierownikiem logistyki z branży spożywczej i specjalistą HR z sektora farmaceutycznego. Z takiego środowiska wynosi się perspektywę, której nie da żaden kurs e-learningowy.

Tryb nauki dopasowany do napiętego grafiku

Decyzja o powrocie na uczelnię w wieku 35 lub 45 lat to coś, co wiele osób przekłada w nieskończoność. Najczęstszy argument: brak czasu. Studia podyplomowe z zarządzania są układane z myślą o osobach aktywnych zawodowo – zjazdy w weekendy, coraz częściej tryb hybrydowy lub zdalny.

Drugą barierą jest przekonanie, że powrót do szkoły oznacza powrót do roli kogoś, kto nie wie nic i musi wszystkiego słuchać. Programy skierowane do pracujących menedżerów buduje się jednak inaczej. Doświadczenie uczestników jest traktowane jako zasób, a nie przeszkoda, a dyskusje w grupie mają wartość często porównywalną z treścią wykładu – każdy przynosi ze sobą realne przypadki z własnej organizacji.

W WSB-NLU zajęcia na studiach podyplomowych z zarządzania prowadzą praktycy bezpośrednio z rynku. Dla menedżerów zainteresowanych Przemysłem 4.0 dostępne są też programy łączące zarządzanie z analizą danych.

Menedżer rozumiejący procesy wdrożeniowe zarówno od strony operacyjnej, jak i strategicznej przestaje być wykonawcą decyzji podjętych gdzie indziej. Staje się rozmówcą, którego warto mieć przy stole.

Przypisy