Plan dowieziony. Slajdy – jeszcze bardziej
W pierwszym rzędzie siedzi Paweł, tablet na kolanach, plecy proste jak u ucznia w pierwszy dzień szkoły. Obok niego dyrektor – w tej samej marynarce, w której widziałem go tylko na zdjęciu z otwarcia hali B. Z tyłu, oparty o framugę, stoi Mirek. Ręce w kieszeniach. Twarz bez wyrazu – a właściwie z jednym, bardzo konkretnym wyrazem, który u Mirka oznacza „już to widziałem”.
Na środku, przy projektorze, stoi facet, którego nie znam. Może trzydzieści parę lat, garnitur bez krawata, laptop oklejony naklejkami jakichś konferencji, o których nigdy nie słyszałem. Przedstawia się jako Michał, konsultant wdrożeniowy.
– Dzień dobry wszystkim – mówi z tym rodzajem energii, który każe się zastanowić, czy pił już piątą kawę, czy dopiero pierwszą. – Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o czymś, co zmieni sposób, w jaki myślicie o planowaniu produkcji.
Slajd. Kolorowy wykres. Strzałki idą w górę – te same optymistyczne strzałki, które widziałem już na planie Pawła, tyle że teraz w wersji korporacyjnej, z gradientem.
– System, który wdrażamy, to narzędzie klasy APS, wsparte elementami sztucznej inteligencji – mówi Michał. – Pełna widoczność procesu. Decyzje oparte na danych, nie na przeczuciach.
Zerkam na Mirka. Mirek patrzy przez slajd. Dokładnie tak, jak rok temu patrzył przez plan na tablicy. Ten sam wzrok zawieszony gdzieś w przestrzeni, między zaangażowaniem a rezygnacją.
– Pytania? – kończy Michał, uśmiechając się do sali.
Cisza.
Zawsze jest cisza. Nauczyłem się już...