Większość świeżo upieczonych menedżerów produkcji zaczyna swoją rolę od tego, co widać i da się policzyć. Wydajność, jakość, terminowość – to obszary, które wydają się najbardziej namacalne i jednocześnie dają najszybszą informację zwrotną. Sięga się więc po narzędzia, które obiecują porządek i kontrolę: 5S, SMED, standaryzację pracy i całą resztę skrótów, które mają ratować świat, licząc, że dadzą szybki efekt i pozwalają poczuć, że „masz kontrolę”. To naturalny odruch. Wchodzisz na halę, widzisz chaos i porządkujesz go. Widzisz awarie – wdrażasz TPM. Widzisz straty czasu – liczysz przezbrojenia i optymalizujesz SMED. Efekty pojawiają się szybko, a liczby w Excelu zaczynają się zgadzać.